Obserwatorzy

niedziela, 8 kwietnia 2018

W haftach nadal zima


 U mnie nadal wzór pt. Pod śniegiem Renato Parolina.
Tegoroczne kwietniowe wysokie temperatury nie sprzyjają haftowaniu. W dodatku na hafcie...śnieg. Ale zawzięłam się i postanowiłam ten projekt skończyć, bo wiem, że jak go odłożę, to pożegnam się z nim na długo. No to nadal ćwiczę cierpliwość. Ponadto zamiast mistrzynią hafciarstwa, zostanę mistrzynią prucia. W żadnym hafcie nie zdarzało mi się tyle pomyłek , co tutaj.
Jak już wcześniej pisałam, schemat jest rozpisany małymi ciupkami na żółtym tle. Po powiększeniu schemat się rozmazuje. Ja rozumiem, że jest to specjalnie przemyślane, żeby nie kopiować i rozpowszechniać w internecie. Ale takie podejście nie zwiększy chyba też sprzedaży wzorów Renato Parolina. A internet aż kipi od jego wzorów.
Czasu nie mam za dużo na hafcenie, bo trzeba zając się robotą wokół domu. Właśnie odpadają mi ręce i nogi.
Muszę chyba kupić sobie jakieś wygodne buty do chodzenia po podwórzu. Na razie mam buty uniwersalne, czyli drewniaki, albo jak kto woli trepy.
Traktuję trepki jako obuwie całoroczne, bo w największy mróz, gdy wychodziłam z psami na spacer, nigdy mi nie zmarzły nogi. Nadają się na błoto, deszcz... Ale do długiego chodzenia są za twarde.

  Chociaż  już Wielkanoc minęła , chciałam pochwalić się pisankami jakie zrobiłam z wydmuszek.  Dawno w barwienie  jajek się nie bawiliśmy, bo trzy ostatnie święta wielkanocne spędzaliśmy w Norwegii.



Jajek było o wiele więcej, bo zabawę w barwienie i rzeźbienie wzorków,mieliśmy doskonałą.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.
Jola

niedziela, 25 marca 2018

Zimowe haftowanki wiosną

  Już się przestraszyłam, że ta wiosna nie nadchodzi przeze mnie. No bo jak tu nie zacząć się zastanawiać, czy czasem w przesądach nie ma nic racjonalnego,gdyż...
      Oglądam Wasze wspaniałe prace a tam.... choinki, bombki. Ja też muszę się przyznać, że haftuję zimowy obrazek. I dlatego nawet pomyślałam, że może pogoda stara się dostosować do nas? Żeby nam nie było przykro , że ciepło na dworze, a ja tu kolejną nitką śnieg produkuję?
     Po trudnym kocie Wasylu chciałam się zabrać za coś łatwiejszego, ale nie wiem, czy rzeczywiście jest łatwiej. Może to zasługa opisu wzoru. Instrukcja jest zapisana małymi znaczkami na żółtym papierze. Po skserowaniu na biały papier wszystko się zlewa i nic nie jest lepiej.
Jestem zła na siebie, bo kupiłam aż trzy wzory od tego samego projektanta i każdy schemat jest zrobiony tak samo. A ja wzięłam się za najmniejszy. Ale jedno muszę przyznać- oprawa instrukcji jest bardzo elegancka (tylko co mi z tego?).
        W projektach tych urzekły mnie kolory  ziemi i taki pewien minimalizm.
Wzór kupiony w Casa Cenina, zaprojektowany przez włoskiego artystę Renato Parolina.

opakowanie

schematy

Moje haftowanki (ten śniegowy pagórek powstał, bo wiatr podwiewał płótno).
     



tak powinna wyglądać gotowa praca




















    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

         Wasze komentarze pod postem nt. toreb z recyklingu uskrzydliły mnie i upewniły, że to fajny pomysł. Zmnieszyła się trochę kupa różnych   przydasiów i powstała kolejna torba. W  planie jest jeszcze kilka, bo już jest kolejka chętnych.
    Myślę też, że to świetny pomysł na prezent, ale torby prezentowe uszyję z całkiem nowych materiałów.
















    Dziękuję za to , że zaglądacie i dopingujecie.
    Jola

    czwartek, 22 marca 2018

    Candy w Art-Piaskownicy

    http://art-piaskownica.blogspot.com/

    Podążaj za swoimi marzeniami, a wszechświat otworzy ci drzwi tam, gdzie były tylko sciany.

    niedziela, 18 marca 2018

    Torby,torby,torby...

     Od dawna już staraliśmy się nie używać wszelkiej maści toreb foliowych.  Ale skoro jeszcze w sklepach królowały foliówki...  no to różnie bywało.Różnych toreb tzw. materiałowych, było w domu pod dostatkiem .  Wiele firm dawało te rzeczy w ramach reklamy.
    Od pewnego jednak czasu  toreb  materiałowych zaczęło w domu brakować ,  ponieważ staram się  , żeby  każdy w swoim samochodzie miał zapas .
       Z kolei szafka na przydasie pęczniała,puchła, drzwi zamykały się przy pomocy kolana. A szafka solidna, przedwojenna, z litego drewna.  Własnoręcznie przez młodsze dziecię odnowiona. Ale i ona coraz gorzej sobie radziła ze wszelkim dobrem, który ja pieczołowicie gromadzę.
    Materiałów wszelkich po sufit: kawałek jedwabiu najprawdziwszego,koszule , z których dziecięcia powyrastały nagle ,nie nadążających ich zniszczyć, rzeczy, które po pierwszym praniu przypominały ubranka dla krasnoludków,materiały kupione na poduszki, jaśki, fartuszek itp.
    Postanowiłam część tego dobra spożytkować i poszyć z nich torby na zakupy. Ponieważ nie byłam pewna jak mi to wyjdzie, na pierwszy ogień poszły koszule.
         
    Torby z koszul:
    1. Torba w paseczki ma także podszewkę z prześcieradła z jerseyu, które po wypraniu skurczyło się  .














      No ,ale najlepsze zostawię na koniec.
    Swego czasu, kiedy postanowiłam wziąć się za haft krzyżykowy ,  nie miałam pojęcia ,  jak się do tego zabrać .  Kupiłam w pasmanterii gotowy zestaw, muliny i zaczęłam  działać. Haftowałam sześcioma nitkami, co drugą kratkę  (kratkę, a nie nitkę).  W ten sposób popełniłam  dwa "hafty", których wzór mi się bardzo podobał . 
     W końcu tak się złożyło, że   dziecię moje zawiozło mnie do mamy swojego kolegi, pani Zosi R., biegłej hafciarki. Pani Zosia, pochodząca z rodziny z hafciarskimi tradycjami,  wytłumaczyła mi co i jak.  No i załapałam jak to powinno wyglądać. Nie co dwie kratki, tylko ew,  co dwie nitki.  Wspomnę też ,  że byłam urzeczona domem państwa R.,bo wyglądał jak galeria sztuki. Żal , że mieszkają tak daleko ode mnie .
       No, ale wracam do tematu. Popełnionych "haftów"  żal było wyrzucić i przewalały się  po szafach. Z kolei w drugiej części szafy rezydowała torba z napisem      "(...) centrum hodowli i rozrodu",  którą dostałam na jakiejś wystawie rolnej,od kolegów z pokrewnej branży.  Tachajki żal wyrzucić , bo solidnie uszyta, z grubego  płótna,  ale jakoś  tak iść z nią na zakupy nie bardzo.
    Postanowiłam zakryć napis moim pierwszym " haftem."  Maszyna strasznie się opierała na ten mezalians i nie chciała szyć . Po kilku pruciach, kiedy już udało się  przylepić do kupy, okazało się ,  ze hafcik jest krzywo przyszyty. Nie będę już pruła, bo opór materii jest niestety większy niż moja cierpliwość .







    Dziękuję za wszystkie przesympatyczne komentarze pod poprzednim postem, za uwagę . 
    Pozdrawiam serdecznie Jola


    niedziela, 11 marca 2018

    Uff ! co za ulga

             Nareszcie prawie skończyłam swój haft. Piszę "prawie", bo zobaczyłam dwie małe niedoróbki  i jeszcze je muszę poprawic.   Acha , no i jeszcze dohaftować moje inicjały  -JZ.      Potem tylko wyprać , bo wybrudzony jest niemiłosiernie , i oprawić.
    Zabierając się za ten wzór, nie sądziłam , że może być taki trudny.
    Bakstitche, french knoty, krzyżyki, pókrzyżyki, jedną nitką, dwiema, 33 kolory zasadnicze oraz 10 łączonych.
    Kanwa to chyba 18. Nie wiem , bo kupiłam gotowy zestaw, a nie mam w domu takiej, więc nie mam porównania.
      Gdy postawiłam ostatni węzełek, odczułam ogromną ulgę. Już szybko za taki trudny haft się nie chwycę. Może to nie byłby problem dla doświadczonej hafciarki, ale dla mnie był.
    Wasze komentarze sprawiły, że nie rzuciłam tego haftu w kąt, tylko dziubałam dalej i ćwiczyłam cierpliwość. Przy tej pracy towarzyszył mi  pewien dowcip . Na budowie kierownik zwraca się do majstra-panie majster, już godzinę pan przeklina i ani razu sie pan nie powtórzył.


    French knoty:


    Zdjęcie w plenerze:

    U góry przymiarki do oprawy z jakąś znalezioną ramą na strychu.

    Poniżej nieoceniona modelka i pomocnica.






    Dziękuję, że zaglądacie i zachęcacie.
    Jola

    środa, 28 lutego 2018

    Sweterek dla psa

       Nie miała baba kłopotu , przygarnęła psa.
    Owszem lubię zwierzęta , ale kłopot z nimi ,  kiedy trzeba gdzieś wyjechać .  W związku z tym, nie był planowany żaden nowy mieszaniec i już . Wystarczył kot w domu i pies na podwórzu .
    Ale pewnego razu zauważyłam ,  że na kompostownik, gdzie wyrzucane są resztki kuchenne, co rano przebiega maleńka ,  czarna psinka . Poczęstowałam go śniadaniem i sobie poszedł .  Na drugi dzień przyszedł ,  zjadł i poszedł. Za trzecim razem już został . Małe ,  czarne, brzydkie i chudziutkie. W dodatku z wadą zgryzu. Wystają mu ząbki z dolnej szczęki i ma problem z rozrywaniem i gryzieniem pokarmów .
    Z zimna trzęsła się mała , czarna dupka , ale do domu nie mogę wziąć ,  bo sami wynajmujemy  mieszkanie od kota. Azalia krzywo patrzyła się na krasnala, z którym nie można porządnie się pobawić . W dodatku ludzie poświęcają jemu czas,zamiast z nią  się bawić. Nie było wyjścia i trzeba było psa ubrać .
    Powstało kilka prototypów , z których żaden nie przetrwał w porządnym stanie nocy. W związku z tym, pies co rano miał nowy sweterek. Ostateczna weresja jest z dresowej bawełny, podszyta watoliną.  Teraz jak są mrozy, psy  nocują w korytarzu, mimo, że mają ciepłą budę  i zaslonięty otwór . Sweterek jest na noc zdejmowany,ale jest solidnie zrobiony i przez noc teź by przetrwał.



    Nie da się sfotografować moich psów , bo ani myślą pozować do zdjęcia. Za podwórzem mają ciekawsze zajęcia.


    A ponieważ mój  blog ,  to blog założony z myślą o haftach, więc i o nich muszę wspomnieć . Przede wszystkim odkryłam, skąd się biorą ufoki. Do tej pory dziwiłam się ,jak to można zacząć haft i niekończyć. Teraz już wiem.Swoim kotem Wasylem jestem już zmęczona i znudzona.Wzór mi się nadal podoba,ale ciągle... to samo. Właśnie dzisiaj dotarła do mnie przesyłka z zamówionymi wzorami z Casa Cenina. Ale o tym w następnym poście . Już coś tam zaczęłam ,ale na szczęście brakuje mi mulin, więc grzecznie wrócę do kota.
    Dziękuję  za wszystkie miłe komentarze i idę kota męczyć dalej.
    Pozdrawiam cieplutko
    Jola



    sobota, 10 lutego 2018





    Pisanki
      Ogromną radość sprawiła mi przesyłka od Dusi z bloga Syndrom kury domowej.Dostałam od niej w prezencie pisanki.
    Pisanki w rzeczywistości są jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach.
    Po prostu w realu widać  wyraźnie , że są  to najprawdziwsze wydmuszki, a nie np. plastikowe jajka. Oprócz  tych wydmuszkowych, dostałam zielone szydełkowe jajo.
       Ale każda  radość ma swoje granice. Otóż , kto tylko zobaczył moje cacko na własne oczy, od razu postanowił  wziąć w ręce i oglądać  z bliska. Podziwom nie było końca,  szczególnie dywagacjom jak zrobić koronkowe jajo. Z tego też powodu bolały mnie oczy, serce i wątroba ,  bo się bałam żeby im się coś nie stało . Na szczęście  "apacze" (od słów pacze i pacze i napaczeć się nie mogę ), obchodzili się z należnym szacunkiem i nic się nie stało .

     
    Już czuć  wiosnę , prawda?

     Jeszcze tylko pokażę jak się  miewają  koty. Pozostało mi jeszcze tylko do wyhaftowania ok.25% . Czyli już  z górki .



     
    Na obrazek przyleciały już ptaki:

    Dziękuję  za Wasze komentarze i doping. Pozdrawiam serdecznie.
     Jola